Kawa w Łebie - o smaku, który we łbie się nie mieści.

Nie lubię nadmorskich miejscowości na polskim Wybrzeżu. Są tandetne,nieestetyczne, a  wszystko obliczone na szybki zysk.

O funkcji plastyka miejskiego widać zapomniano. Dotyczy to także Łeby. Ta wizerunkowa mizeria przenosi się  na ofertę gastronomii.

Ale! No właśnie, na szczęście można zostać zaskoczonym, nad wyraz mile. 

Bo : po pierwsze - można poczuć wspaniały zapach kawy, a na dodatek zobaczyć maszynę do palenia ziaren w akcji; po drugie - być wciągniętym w interesująca rozmowę o smakach i walorach róznych gatunków kawy przez baristę, który w swojej skromności od tego bardzo dziś modnego określenia, ucieka; po trzecie - dając się przekonać o wyższości właśnie wypalonej mieszanki nad arabiką z Kenii, poczuć smak naparu tak wyśmienity, że pozwala zapomnieć o wszystkich wadach wspomnianych we wstępie. Na koniec - ostatnie , ale wcale nie mniej ważne - zjeść ciasto specjalnie dla tego miejsca wypiekane, na dodatek w ogranicznych ilościach. To, że go w późniejszych godzinach brakuje - dla mnie jest świadectwem tego, że nie ma za ścianą zapasów w chłodni, które gotowe do "odpieku" zapewniają stałość oferty. Nie - ktoś wreszcie uwierzył, że lepiej mniej a naprawdę smacznie.

Gdzie to wszystko? W CAFE Nr. 5, w ŁEBIE  , ul. Abrahama 5 czyli po prawej stronie kanału portowego, patrząc od mostu. Miły taras umeblowany rattanami, gdy chłodniej goście dostają koce. Wnętrze gustowne, choć nie za obszerne. W środku króluje maszyna do wypalania kawy, a przy ekspresie ktoś komu warto zaufać w doborze smaku kawy.

Serdecznie polecam, a pijąc kolejną z rzędu kawę jakoś bardziej lubię być nad naszym morzem.