Mediolan vs. Kanton - o architekturze

 

Na dach Katedry w Mediolanie wszedłem rano, w październiku 2011 roku. Wcześniej było szukanie informacji o jednym największych dachów Europy kryjącym sobą wnętrze mieszczące blisko 40 tys ludzi.

 Budowę rozpoczęto w 1386 roku, a zakończono … 6 wieków później. Ale szczegółów poszukajcie w encyklopediach i opracowaniach z historii architektury. Dla mnie istotna cechą dachu na którym się znalazłem jest to, że powstawał, jak mówią źródła historyczne bez żadnego planu. Dziś cieszy oko labiryntem przypór, figur, kunsztownie rzeźbionych fragmentów. Powtarzające się elementy tworzą korytarze niknące w odległej perspektywie. Powtórzenia elementów składają się na architektoniczny rytm; wszystko tu drga, ale gdy spojrzeć bliżej jest niemalże matematycznie uporządkowane.

 Nie znam się na architekturze – jestem obserwatorem , rejestruję moje wrażenia za pomocą fotografii; wybieram z gotowej bryły fragmenty przykuwające moją uwagę. Spędzam w tej plątaninie gotyckich rzeźb i ścian kilka godzin. Fotografuję jednocześnie zachodząc w głowę jak radzili sobie ówcześni mistrzowie kamienia z obliczeniami, wytrzymałością konstrukcji. Jak przy pomocy ówczesnej wiedzy i prostych narzędzi udało się zbudować to wszystko z taką precyzją. Dla mnie profana- niemalże magia. Boskie dzieło na chwałę – zresztą trudno nie uwierzyć, że budowniczowie byli naznaczeni ręką Geniuszu.

 W lutym 2013 roku znalazłem się niemalże na drugim końcu świata. Chiny, Kanton, Pazhou Complex – jedne z największych na świecie terenów targowych. To także świątynia, a jakże – wzniesiona na chwałę Chin i paradoksalnie , patrząc na ustrój polityczny kraju , ku chwale kapitału. To miejsce od pierwszego spojrzenia robi niesamowite wrażenie. Wielkość poraża i przytłacza, ale pozwala na targową ekspozycję praktycznie wszystkiego. Gdy po kilku intensywnych dniach pracy na Targach znalazłem czas na zdjęcia dotarło do mnie, że szczegóły budowli, na które zużyto 15 tys ton stali budzą we mnie skojarzenia, z jakże odmienna budowlą. Z innego świata geograficznie i duchowo. Jako fotografujący obserwator architektury nagle zauważam podobne rytmy łuków jak w dalekim, mediolańskim Duomo. Przypory niknące w odległej perspektywie, rytm kolumn, olbrzymie łuki i falowania dachu. / To podobno na cześć przepływającej przez Kanton Rzeki Perłowej i falowania wody/Tu wyobraźni budowniczych pomagała siła sprawcza pieniędzy i wiedza współczesnych inżynierów; pewnie wyprodukowana przez komputery dokumentację można liczyć w terabajtach danych i tonach wydrukowanych planów. Wiedza i technologia pozwalająca architektom i konstruktorom praktycznie na wszystko. Idealny porządek giętej stali, powtarzalne elementy wycinanie przez sterowane komputerem obrabiarki. Oczywiście – pewnie jak to w Azji były też tysiące pracowników.

 Mediolan i Kanton. Średniowieczna Europa – współczesna Azja. 6 stuleci różnicy w początku budowy, ale tylko parę dziesiątek lat w jej zakończeniu. Czy w wyobraźni konstruktora z Kantonu przebiegał ten sam proces myślowy kształtujący formę? Frapujące z punktu widzenia oglądającego.Brak mi warsztatu krytycznego by dalej prowadzić te rozważania. Jestem jedynie fotografującym, który chce zwrócić Waszą uwagę na historię dwóch z pozoru odmiennych, a jednak nie do końca – budowli.

 

/Nawiasem – oba te miejsca łączy jedno – zarówno katedra jak i miejsce targowe nie istnieją bez ludzi do nich przychodzących; obie te budowle mają sens tylko wtedy gdy są odwiedzane/