3 marzec - wpis o rozmowie prowadzonej z aktorem

Dziś spotakałem się z przyjacielem, jest aktorem. Czy to ma jakieś znaczenie - o tyle, że jako aktor, mnie fotografowi wytłumaczył dlaczego trudno mi przychodzi robienie zdjęć w Polsce. Jakie słowa padły w rozmowie, o tym za chwilę. Na razie nakreślmy problem. Otóż zadaję sobie często pytanie dlaczego nie przychodzi mi łatwo fotografowanie tu gdzie żyję, szczególnie w miastach. Ułożyłem sobie następującą teorię ; otóż jako człowiek w głebi nieśmiały, obawiam się nieprzyjaznych zachowań ludzi fotografowanych lub, którym się wydaje , że są fotografowani. Tutaj, u siebie nie mogę skryć się za nieznajomością języka; udać nierozumienia. Za granicą - nic łatwiejszego. W chwili nie do końca przyajznej reakcji zawsze można mruknąć "sorry" i schować aparat, odejść . I tak sobie to do dziś tłumaczyłem.

A  kolega aktor jak już zaznaczyłem , a nie fotograf mówi jak sam staje się otwarty na różne wizualne bodźce będąc za granicą. Mimo niewątpliwej bywałości w świecie - w nowym miejscu wciąż zauważa coś co zaciekawia. Jest gdzieś zazwyczaj niedługo - mówił; nie ma czasu " nasiąkać" miejscem i mimo tego, że nie jest fotografem, ma ochotę robić zdjęcie za zdjęciem. Bo widzi to co dla miejscowych, jego zdaniem jest nie do zauważenia.

Taki efekt " obcości" faktycznie w nas występuje. Wiem, że niektórzy autorzy zdjęć starają się spędzić w fotografowanych miejscach jak najdłużej. Po to by własnie " nasiąknąć" atmosferą miejsca, poczuć jego specyfikę. I to pewnie właściwasza droga, ale ja zazwyczaj mam 48 godzin - trochę krótko. A przecież przywożę interesujące zdjęcia, tylko nie z polskich miast.

I choć moja " teoryjka" o zasłananiu się nieznajomością języka niesie troche prawdy, to wywód aktora o fotografii zdecydowanie bardziej mnie przekonuje.