24 maj - ekran czy papier?

Czasami słyszę: oglądanie fotografii na ekranie monitora nie ma sensu; cenię tylko tradycyjne wydruki. Jedyna i słuszna droga pokazywania fotografii to tradycyjna odbitka; druk na papierze " kolekcjonerskim"itd.

Z jednej strony fotografia została poddana wszystkim zmianom niesionym przez technologię cyfrową; w komunikowaniu się dominują media społecznościowe; elektronika z coraz bardziej intuicyjnym dostępęm do danych. Z drugiej zaś strony tradycja, niezmienność formy i obrazu jakie niesie klasyczne powiększenie fotograficzne. Solidność dobrze wydrukowanego albumu czy elegancko podanej fotografii w passe-partout jest wciąż niezastąpiona, a jednak... Czy możemy sobie wyobrazić wystawę składającą się tylko z monitorów z wyświetlonymi zdjęciami. Jakość projekcji dziś już nie ulega wątpliwości - czy zatem można przyjść do odpowiednio przygotowanej galerii z wystawą na pendrivie ? W końcu prezentacje wielozdjęciowe na dużych ekranach to w zasadzie to samo - to żadna nowość, jest w powszechnym użytku. Ale gdy rozmawiam o wystawie na wielu ekranach słyszę - nie , to nie to. / Nie mam aż takiej wiedzy o bieżących wydarzeniach z zakresu fotografii artystycznej i nie mam pewności czy takie wystawy " na monitorach" się gdzieś nie odbywają. Nie uważam, że mój pomysł jest odkrywczy, pewnie nie - raczej traktuje go jako powód do rozważań./

Jestem z pokolenia, które w swoich latach szkolnych nie miało zielonego pojęcia, ze cokolwiek może kiedyś zastąpić fotograficzny negatyw.Zdobywałem zawodowe uprawnienia spędzając długie godziny w ciemni, w było nie było trujących oparach odczynników. Na długie lata odszedłem od fotografii, a powrót przypadł już po przełomie cyfrowym. Zarządzając sporą Agencją Reklamową kupowałem jedną z pierwszych kamer cyfrowych Agfy - za niebotyczne na owczas pieniądze i w niebotycznych rozmiarach. Obiektyw osadzony w sporej skrzynce stał na potężnym statywie; gruby przewód pozwalał na przesyłanie danych do komputera w trakcie bardziej "skanowania" niż robienia zdjęcia. Ruch na korytarzu zamierał by nie powodowac drgań podłogi - ekspozycja zajmowała kilkanaście sekund. Wtedy gdy chcieliśmy mieć szybko zdjęcia - wygrywał tradycyjny, analogowy aparat i film szybko wywoałany w fotolabie. A jednak nowe zdobywało pole krok po kroku.Dość szybko kupilismy następną " cyfrówkę" - już przypomnającą normalny aparat fotograficzny. W agencji było coraz mniej odbitek, coraz więcej czasu spędzalismy przy monitorze. Teraz, wśród zainteresowanych toczy się dyskusja - czy współczesne matryce prześcignęły już "cierpliwość" negatywu. /"Cierpliwość" czyli zdolnośc do przenoszenia kontrastu - tłumacząc w paru słowach/. Wtajemniczenii dyskutują, a praktyka swoje. Cyfra czy chcemy czy nie, zdobywa przewagę. Przynajmniej w pierwszym etapie fotografowania - rejestracji. Potem bywa różnie. Na pewno w fotografii traktowanej serio wciąż ostatni etap to wysokojakościowy druk. I tak pewnie długo pozostanie, choć mnie bardzo pociąga wizja galerii wyposażonej w monitory zamiast wydrukowanych zdjęć.

Dlaczego to wszystko piszę? Czy znacie issuu.com ? To miejsce w sieci, w którym bardzo łatwo umieścić publikację. Dzięki prostemu mechanizmowi strony złożone w PDF-ie staną się książką, albumem czy czasopismem z możliwością przekładania stron; jest nawet szelest papieru. I gdy w przypadku fotografii daleko mi do bycia tradycjonalistą, to jeśli chodzi o książki konserwatysta ze mnie co sie zowie. Wciąż zdarza mni się wąchać zadrukowane kartki świeżo kupionej książki, a nabycie Kindla niczego w przyzwyczajeniach nie zmieniło. A jednak możliwości stron typu issuu.com zachwycają mnie. Nie mam wątpliwości, że wydrukowany , oprawiony album będzie moim spełnieniem marzeń. I oczywiście do tego dążę. Ale interenetowy sposób błyskawicznej publikacji / praktycznie za darmo/, mozliwość szybkiego podzielenia się dziełem z potencjalnymi odbiorcami, przekonuje mnie bardzo. Internetowa publikacja; fotografia na monitorze; zdjęcie w sieci - to dostępność. Przecież jeśli robimy zdjęcia to po to by inni je oglądali. Sieć to makabryczne dla mnie miejsce - zdecydowanie bliżej mi do zacisza galerii, czy wygodnego fotela z albumem w dłoniach. Ale sieć to masowy odbiór... Dlatego na koniec zapraszam do sieci. "Zeszyt z fotografią nr.1" kiedyś przeodzi sie w album, a na teraz zapraszam tu:http://issuu.com/ignacy50/docs/a_-_sk__adka